Polska na Zimowych Igrzyskach Olimpijskich — ekspercki komentarz sekretarza generalnego PZN i pracownika dydaktycznego AWFiS

Akademia Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku prezentuje rozmowę z dr Tomaszem Grzywaczem — sekretarzem generalnym Polskiego Związku Narciarskiego oraz pracownikiem dydaktycznym AWFiS — dotyczącą szans Polski podczas XXV Zimowych Igrzysk Olimpijskich.
W wywiadzie poruszamy m.in. znaczenie igrzysk dla polskich sportów zimowych, przygotowania reprezentacji, potencjalne szanse medalowe, a także rolę zarządzania sportem w roku olimpijskim. Rozmowa dotyczy również powiązań między praktyką sportową a dydaktyką akademicką oraz tego, jak doświadczenie pracy w strukturach sportu wyczynowego przekłada się na kształcenie studentów uczelni sportowej.
——
Rozmawia:
Mikołaj Polak
Rzecznik prasowy
Akademia Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku
Mikołaj Polak: Jakie znaczenie mają XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie dla polskich sportów zimowych?
Tomasz Grzywacz: Zimowe igrzyska olimpijskie to najważniejsze wydarzenie sportowe dla dyscyplin zimowych — podobnie jak igrzyska letnie dla sportów letnich. Choć sporty zimowe dołączyły do programu olimpijskiego później, igrzyska pozostają imprezą mistrzowską najwyższej rangi i spełnieniem marzeń każdego sportowca. Sam fakt, że odbywają się raz na cztery lata, podkreśla ich wyjątkowy prestiż i znaczenie. Bycie częścią tego wydarzenia i możliwość rywalizacji pod biało-czerwoną flagą to najwyższe sportowe wyróżnienie — niezależnie od osiągniętego wyniku. Już samo zakwalifikowanie się na igrzyska jest ogromnym sukcesem.
MP: Naturalnym pytaniem pozostaje poziom przygotowania polskiej kadry na kilka dni przed rozpoczęciem rywalizacji.
TG: Każda grupa szkoleniowa — niezależnie od reprezentowanej dyscypliny — zrobiła wszystko, aby przygotować się jak najlepiej. Nie wszędzie wstępne prognozy wynikowe są zgodne z oczekiwaniami, co jest naturalne w sporcie wyczynowym. Są zespoły, które bardzo dobrze przepracowały okres przygotowawczy i mogą realnie walczyć o miejsca punktowane czy medalowe, ale są też takie, które przechodzą trudniejszy moment.
Mimo to wszyscy zawodnicy podejdą do startów z pełnym zaangażowaniem i determinacją, by zaprezentować się jak najlepiej. Warto pamiętać, że przez wiele lat — można powiedzieć nawet dekady — polskie sporty zimowe funkcjonowały na wysokim poziomie oczekiwań, a okresy słabszej dyspozycji są naturalnym elementem cyklu sportowego. Podobne kryzysy przechodziły także inne silne reprezentacje, jak Niemcy czy Austria.
MP: Dlatego każdy medal zdobyty podczas igrzysk należy traktować jako sukces — zarówno sportowy, jak i organizacyjny — potwierdzający obecność Polski w światowej rywalizacji zimowej. W przestrzeni medialnej pojawiły się głosy zaskoczenia brakiem Piotra Żyły w kadrze olimpijskiej. Czy faktycznie nie pojedzie on na igrzyska i jak realnie ocenia Pan szanse Polski w skokach narciarskich podczas igrzysk Mediolan–Cortina 2026?
TG: Na wstępie trzeba podkreślić, że liczebność reprezentacji olimpijskiej w skokach narciarskich została ograniczona ze względu na wyniki osiągane w Pucharze Świata i Pucharze Kontynentalnym, co przełożyło się na utratę części kwoty startowej. Ostatecznie Polsce przyznano trzy miejsca startowe w konkursach mężczyzn.
To w naturalny sposób utrudniło dobór składu — tym bardziej, że zawodników nie można wymieniać pomiędzy poszczególnymi konkursami olimpijskimi. Do rywalizacji zgłoszono więc trzy konkretne nazwiska wybrane wcześniej przez sztab szkoleniowy. Decyzję podejmuje trener główny, kierując się aktualną dyspozycją sportową zawodników, ich potencjałem oraz formą w najważniejszym momencie sezonu.
W związku z tym, mimo ogromnego doświadczenia i dorobku sportowego Piotra Żyły, tym razem nie znalazł się on w składzie olimpijskim — co wynikało z przyjętych kryteriów selekcji i bieżącej oceny formy sportowej.
Skoki narciarskie pozostają jednak dyscypliną niezwykle nieprzewidywalną. Historia pokazuje, że możliwe są duże niespodzianki — jak choćby sytuacje, gdy zawodnicy zajmujący dalsze miejsca w klasyfikacjach potrafili sięgnąć po największe sukcesy. Dlatego trudno jednoznacznie prognozować wyniki.
Wszyscy liczymy na to, że reprezentanci Polski zaprezentują się z bardzo dobrej strony i włączą się do walki o czołowe lokaty, a być może także o medal. Ostateczne rozstrzygnięcia będą jednak zależały od dyspozycji dnia i warunków na skoczni.
MP: Po cichu pozostaje wierzyć, że nasi zawodnicy pozytywnie nas zaskoczą. Czy doświadczenie Adama Małysza — zarówno jako medalisty igrzysk, jak i prezesa Polskiego Związku Narciarskiego — realnie wpływa na atmosferę lub decyzje wokół kadry przed igrzyskami?
TG: Nie ma wątpliwości, że prezes Adam Małysz, jako wybitny zawodnik i medalista olimpijski, wnosi do środowiska ogromne doświadczenie sportowe. Posiada również praktykę organizacyjną i szkoleniową zdobytą m.in. w okresie pracy przy przygotowaniach kadry skoczków do igrzysk w Pekinie. Dzięki temu stanowi istotne wsparcie — także merytoryczne — dla trenera Macieja Maciusiaka i jego sztabu szkoleniowego.
Warto jednak jasno podkreślić, że ostateczne decyzje sportowe zawsze należą do trenera. To on odpowiada za wybór zawodników, system przygotowań oraz strategię startową. Głosy doradcze i doświadczenie osób zarządzających związkiem mają znaczenie, ale to trener pozostaje głównym architektem procesu przygotowań i występów na najważniejszych imprezach.
Z pewnością opinia prezesa — jako autorytetu w polskich sportach zimowych — jest ważna i respektowana, jednak nie oznacza to ingerowania w decyzje szkoleniowe. Odpowiedzialność za skład i przygotowanie reprezentacji spoczywa na sztabie szkoleniowym.
MP: Jak ocenia Pan przygotowania polskich narciarzy i narciarek oraz które dyscypliny zapowiadają się najciekawiej — z perspektywy sportowej i organizacyjnej?
TG: Zaczniemy tak naprawdę od mocnego akcentu i jednej z naszych większych szans medalowych. Już w najbliższą niedzielę, 8 lutego, rozegrane zostaną eliminacje, a następnie fazy ćwierćfinałowe, półfinałowe i finałowe zawodów we włoskiej Livigno. Liczymy tutaj na pierwsze mocne wejście w igrzyska — szczególnie w kontekście Aleksandry Król-Walas, która ma realne szanse na zdobycie medalu olimpijskiego. Trzymamy więc kciuki za ten występ.
Jeżeli chodzi o biegi narciarskie, mamy szanse raczej w wymiarze rozwojowym niż medalowym. Miejsca w okolicach pierwszej dziesiątki byłyby bardzo dobrym wynikiem. Dyscyplina ta znajduje się w fazie odbudowy — kilka lat temu rozpoczęto wdrażanie systemu szkolenia inspirowanego rozwiązaniami szwedzkimi i pracę pod nadzorem zagranicznego szkoleniowca. Budujemy ten poziom w dużej mierze z myślą o kolejnych igrzyskach, dlatego miejsca w przedziale 10–16 należy traktować jako sukces na obecnym etapie rozwoju polskich biegów.
Kolejnym mocnym akcentem może być narciarstwo alpejskie — szczególnie występy Maryny Gąsienicy-Daniel. Jej ostatnie starty w Pucharze Świata, gdzie regularnie plasowała się w czołowej dziesiątce, pokazują, że jest w bardzo dobrej formie. Zawodniczka startująca na poziomie TOP10 światowego cyklu ma realną szansę włączyć się do walki o podium. Wiele zależy od dyspozycji dnia i minimalizacji błędów na trasie, ale po cichu można liczyć nawet na medal — zwłaszcza w slalomie gigancie, a także w supergigancie.
W przypadku młodszej zawodniczki startującej w slalomie sukcesem będzie już wejście do czołowej trzydziestki. Konkurencja w tej dyscyplinie jest ogromna, a sama zawodniczka dopiero niedawno zadebiutowała w Pucharze Świata. Dla niej są to pierwsze igrzyska, więc każdy start będzie ważnym doświadczeniem i krokiem w rozwoju.
W kombinacji norweskiej reprezentuje nas dwóch zawodników i realnie należy oczekiwać walki o miejsca w przedziale 16–30. Sama dyscyplina przechodzi obecnie globalny kryzys — startuje w niej coraz mniej reprezentacji, a jej atrakcyjność medialna i telewizyjna spada. Pojawiają się nawet scenariusze zmian w programie igrzysk w przyszłości, co pokazuje, jak bardzo sport wyczynowy podlega dziś również prawom rynku i oglądalności.
Warto też wspomnieć o nowych i rozwijających się konkurencjach. Niedawno polska zawodniczka zdobyła mistrzostwo świata w historycznej imprezie tej rangi w swojej specjalności, co pokazuje, że w perspektywie kolejnych igrzysk możemy mieć zawodników z absolutnego światowego topu w nowych formatach rywalizacji.
Z ciekawostek — są również konkurencje niszowe, takie jak narciarstwo szybkościowe, czyli jazda „na kreskę” na maksymalną prędkość, gdzie rekordy świata zbliżają się do 250 km/h. Pokazuje to skalę możliwości współczesnego sportu zimowego i jego technologicznego rozwoju.
MP: Nie można też zapominać o panczenistach.
TG: Łyżwiarstwo szybkie nie należy do struktur narciarskich, ale Polska tradycyjnie prezentuje tam wysoki poziom i realnie ma większe szanse medalowe niż w części konkurencji narciarskich. Z tego, co wiadomo, środowisko liczy na kilka realnych szans medalowych. Statystycznie realizuje się tylko część takich prognoz, ale każdy medal będzie ogromnym sukcesem.
Podsumowując — każdy medal zdobyty na tych igrzyskach należy traktować jako wielkie osiągnięcie. W poprzedniej edycji Polska zdobyła tylko jeden medal, dlatego poprawienie tego wyniku będzie już bardzo dobrym rezultatem.
MP: Na pewno trzymamy kciuki za naszych zawodników i reprezentantów. Panie Tomku — jakie są najważniejsze zadania sekretarza generalnego związku w roku olimpijskim?
TG: Tych zadań jest bardzo wiele. Sekretarz generalny pełni w praktyce funkcję koordynatora całości działań związku — można powiedzieć, że jest odpowiedzialny za organizacyjne funkcjonowanie instytucji. Zakres obowiązków obejmuje zarówno sprawy administracyjne, jak i wdrażanie w życie uchwał zarządu, nadzór nad regulacjami wewnętrznymi, koordynację pracy poszczególnych pionów organizacyjnych oraz działania związane z finansowaniem sportu.
Istotnym obszarem odpowiedzialności jest także pozyskiwanie środków finansowych i nadzorowanie ich wykorzystania. W dużej mierze wiąże się to z obowiązkami biurokratycznymi — każda złotówka pochodząca z dotacji publicznych musi być bardzo szczegółowo rozliczona. Każde dofinansowanie oznacza konieczność przygotowania obszernej dokumentacji — od etapu składania wniosków, przez realizację kolejnych etapów projektu, aż po końcowe sprawozdania i rozliczenia.
W efekcie praca sekretarza generalnego to nie tylko zarządzanie i koordynacja, lecz także odpowiedzialność za zgodność formalną i finansową funkcjonowania związku. To stanowisko wymagające szerokich kompetencji organizacyjnych, znajomości przepisów oraz dużej odpowiedzialności za sprawne działanie całej struktury — szczególnie w roku olimpijskim, gdy skala działań i oczekiwań znacząco wzrasta.
MP: Uczy Pan w Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku. W jaki sposób doświadczenie pracy w Polskim Związku Narciarskim przekłada się na dydaktykę na uczelni?
TG: Myślę, że jest to relacja obopólna i stanowi wartość dodaną w obu kierunkach — nie można jej traktować jednostronnie. To, gdzie jestem dziś zawodowo w Polskim Związku Narciarskim, w dużej mierze zawdzięczam doświadczeniom zdobytym wcześniej na Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku. Pracując przez lata w Zakładzie Fizjologii, zdobyłem fundament wiedzy i praktyki, który pozwolił mi angażować się w kolejne projekty — między innymi w działania związane z przygotowaniami olimpijskimi w Polskim Związku Żeglarskim.
Doświadczenia organizacyjne i naukowe zdobyte na uczelni, a także w pracy przy strukturach sportowych, mogłem później przenieść na działalność w Instytucie Sportu. Tam pracowałem nie tylko przy obsłudze kadry narodowej w zakresie badań i monitoringu fizjologicznego, lecz również w zespole metodycznym opiniującym działalność polskich związków sportowych dla Ministerstwa Sportu.
To pozwoliło mi wypracować — mówiąc nieskromnie — holistyczne spojrzenie na sport: zarówno od strony wewnętrznej, będąc częścią sztabów szkoleniowych, jak i zewnętrznej — analizując procedury, struktury organizacyjne i system finansowania sportu w Polsce. Dzięki temu mam dziś szerszą perspektywę na funkcjonowanie związków sportowych i całego systemu zarządzania sportem.
Doświadczenia zdobywane obecnie w Polskim Związku Narciarskim również przekładają się na pracę dydaktyczną. Studenci mogą korzystać z praktycznej wiedzy — szczególnie podczas realizacji prac dyplomowych czy projektów badawczych — której nie da się zdobyć wyłącznie poprzez lekturę książek czy materiałów internetowych. To wiedza wynikająca z bezpośredniego uczestnictwa w procesach organizacyjnych i sportowych, a możliwość jej przekazywania traktuję jako istotny element kształcenia przyszłych specjalistów.
Dziękuję za rozmowę.
XXV Zimowe Igrzyska Olimpijskie Mediolan–Cortina 2026 odbędą się w dniach 6–22 lutego 2026 roku. Tegoroczna edycja ma wyjątkowy charakter — rywalizacja zaplanowana została na terenie trzech włoskich regionów: Lombardii, Wenecji Euganejskiej oraz Trydentu–Górnej Adygi. W zawodach udział weźmie około 2900 sportowców reprezentujących blisko 90 krajów.
Lokalizacje zawodów
Rywalizacja będzie się toczyć w ośmiu ośrodkach sportowych, m.in.:
Mediolan, Cortina d’Ampezzo, Livigno, Bormio, Tesero, Predazzo oraz Anterselva/Antholz.
Obiekty podzielono na cztery klastry organizacyjne, aby sprawnie obsłużyć rozproszone geograficznie konkurencje.
Dyscypliny sportowe
Zawodnicy będą rywalizować w 116 konkurencjach w 16 dyscyplinach, w tym m.in.:
biathlonie, biegach narciarskich, skokach narciarskich, snowboardzie, narciarstwie alpejskim, łyżwiarstwie szybkim, short tracku, hokeju na lodzie czy curlingu.
Reprezentacja Polski
Polskę reprezentować będzie około 60 sportowców, czyli więcej niż podczas igrzysk w Pekinie w 2022 roku. Najliczniejszą grupę stanowią zawodnicy łyżwiarstwa szybkiego.

red. Mikołaj Polak/rzecznik prasowy AWFiS
