Złota era pomorskiej tyczki. Monika Pyrek i Anna Rogowska pod okiem trenera Edwarda Szymczaka
Historia polskiej lekkoatletyki ma swoje szczególne rozdziały. Jeden z nich powstał w Gdańsku — na stadionie, w halach treningowych i w codziennej, konsekwentnej pracy szkoleniowej. To tutaj, pod okiem wybitnego trenera Edwarda Szymczaka, rozwijały się dwie wybitne tyczkarki: Monika Pyrek i Anna Rogowska.
Początek wielkiej rywalizacji
Na przełomie lat 90. i pierwszej dekady XXI wieku polska kobieca tyczka zaczęła dynamicznie rozwijać się na arenie międzynarodowej. Monika Pyrek i Anna Rogowska stały się twarzami tej dyscypliny — nie tylko w kraju, ale i na świecie.
Ich sportowa rywalizacja była wyjątkowa. Z jednej strony konkurencja, z drugiej — wspólne treningi, wspólne cele i ten sam szkoleniowiec. Trener Edward Szymczak stworzył system pracy oparty na precyzji technicznej, przygotowaniu motorycznym i sile mentalnej. Efekty były spektakularne.
— Bez AWFiS bylibyśmy na pewno dużo słabsi. To była nasza podstawowa, a często wyłączna baza. Uczelnia i jej zaplecze były dla nas domem i kuźnią. Monika Pyrek nie ukończyła tych studiów — przeszła na uniwersytet, gdzie skończyła prawo. Ania Rogowska studiowała na turystyce — wspomina trener.
Monika Pyrek zapisała się w historii jako wielokrotna medalistka mistrzostw świata i Europy, przez lata należąca do światowej czołówki. Jej regularność i stabilność wyników budziły ogromny szacunek. Anna Rogowska sięgnęła po największe trofea, w tym złoty medal mistrzostw świata w Berlinie (2009), potwierdzając, że polska szkoła skoku o tyczce należy do najlepszych na świecie.
Obie zawodniczki wielokrotnie reprezentowały Polskę na igrzyskach olimpijskich, budując prestiż polskiej lekkoatletyki i inspirując kolejne pokolenia młodych sportowców.
— To były nasze gwiazdy światowego formatu. Ich sukcesy zawsze rodziły chęć naśladowania wśród młodzieży. Dzięki nim przez długi okres mieliśmy całą plejadę zawodniczek europejskiej i światowej czołówki. W pewnym momencie było nawet pięć dziewczyn, które skakały ponad 4,50 m. — podkreśla Edward Szymczak.
Sukcesy nie były dziełem przypadku. Edward Szymczak należał do trenerów, którzy potrafili łączyć wiedzę teoretyczną z praktyką szkoleniową. Jego warsztat opierał się na konsekwencji, analizie techniki oraz indywidualnym podejściu do zawodniczki.
Model szkolenia wypracowany w Gdańsku stał się przykładem skutecznego systemu pracy w sporcie wyczynowym — opartego na współpracy, zaufaniu i długofalowym planowaniu.
— Bardzo dbaliśmy o to, żeby o tyczce było głośno i żeby była atrakcyjna dla kibiców — przypomina trener.
W okresie największego rozwoju dyscypliny organizowano widowiskowe wydarzenia, takie jak „Tyczka na molo”, „Tyczka i muzyczka” czy „Złota Tyczka”, które łączyły sport z oprawą artystyczną i przyciągały szeroką publiczność.
Na tych imprezach naprawdę dużo się działo. Mieliśmy na żywo świetne orkiestry, przyjeżdżali do nas kabareciarze — praktycznie wszyscy wybitni w tamtym czasie. Wielu z nich było naszymi przyjaciółmi, więc często występowali nawet bez wynagrodzenia. Te wydarzenia były organizowane niemal społecznie.
Pierwszą nagrodą bywał kolorowy telewizor — to była wówczas ogromna rzecz. Gorzej, gdy na molo wygrywał obcokrajowiec — zdarzało się to rzadko, ale jednak. W tamtym czasie była to jeszcze tyczka tylko męska. Taki zawodnik miał potem niemały problem, jak zabrać ze sobą telewizor, zwłaszcza do Rosji, gdzie miał on dużą wartość użytkową. To nie były przecież dzisiejsze płaskie ekrany, tylko sprzęt ważący około 50 kilogramów. A skoro przylatywali samolotem, obowiązywały limity bagażowe.
Sukcesy Moniki Pyrek i Anny Rogowskiej to nie tylko medale i rekordy. To również symbol epoki, w której polska kobieca tyczka należała do światowej elity.
— Dziś trochę tego klimatu brakuje. O tyczce mówi się znacznie rzadziej, a jeśli już — to najczęściej w kontekście pytania, dlaczego wyniki są słabsze. — zauważa Edward Szymczak.
Dziś ich historia pozostaje ważną częścią dziedzictwa pomorskiego sportu i historii Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku.
Archiwalne początki — pionierskie warunki
Poniżej prezentujemy archiwalne fotografie z czasów, gdy skok o tyczce rozwijał się w znacznie bardziej wymagających i — z dzisiejszej perspektywy — bardzo prowizorycznych warunkach.
Patrząc dziś na to zdjęcie, krótko spróbuję wprowadzić w tamten klimat. Kiedy porównuję obecne, superbezpieczne warunki do skoków i całe nowoczesne oprzyrządowanie tyczki, często wracam myślami do lat pionierskich.
Na Leśnym — bo to był wtedy główny stadion — mieliśmy skrzynię zbitą z desek, a w środku wrzucone trochę gąbek ze Starogardu, odcinanych od wkładek do butów. W Spale używaliśmy worków napchanych podobnymi gąbkami. Trzeba było się naprawdę napracować, żeby najpierw jakoś to poukładać, a potem bardzo szybko i tak robił się bałagan.
O dziwo, nikt się nie zabił. Oczywiście skakano wtedy niżej — to była zupełnie inna epoka tyczki, jeszcze sprzed czasów Kozakiewicza. Tadeusza Ślusarskiego pamiętam już ze zdjęć. Na jednym z nich mam pamiątkę z przygotowań do techniki podczas któregoś z obozów w Spale.
Pamiątka olimpijska w zbiorach uczelni
Na zakończenie warto dodać, że Akademia Wychowania Fizycznego i Sportu w Gdańsku posiada w swoich zbiorach wyjątkowy eksponat — tyczkę Władysława Kozakiewicza, na której startował podczas igrzysk olimpijskich w Moskwie.
Jak podkreśla trener Edward Szymczak, w skoku o tyczce zawodnik korzysta z kilku tyczek o różnej twardości, dobieranych do wysokości podejmowanych prób. W Polsce Kozakiewicz dysponował wówczas pięcioma takimi egzemplarzami.
— Można z dużą pewnością powiedzieć, że na tej tyczce startował w Moskwie, natomiast nie mogę potwierdzić, czy właśnie na niej ustanowił rekord świata — zaznacza szkoleniowiec.
Niezależnie od tego, eksponat pozostaje cennym świadectwem złotej epoki polskiego skoku o tyczce i ważnym elementem dziedzictwa sportowego uczelni.
—
Tak kształtowała się złota era pomorskiej tyczki — pod okiem wybitnego trenera Edwarda Szymczaka z Akademii Skoku o Tyczce.
Dorobek zawodników szkolonych w gdańskim ośrodku robi ogromne wrażenie i potwierdza skalę sukcesu pomorskiej szkoły skoku o tyczce.
W gronie gwiazd mistrzostw Europy, świata i igrzysk olimpijskich znaleźli się:
- Monika Pyrek — 4,82
- Anna Rogowska — 4,85
- Anna Olko — 4,25
- Mirosław Chmara — 5,90
- Marian Kolasa — 5,81
- Władysław Kozakiewicz — 5,75
- Ryszard Kolasa — 5,71
W światowej czołówce wynikowej plasowali się również:
- Adam Kolasa — 5,75
- Krzysztof Kusiak — 5,70
- Joanna Piwowarczyk — 4,53
- Róża Kasprzak — 4,50
- Anna Wielgus — 4,40
Łączny dorobek wychowanków obejmuje:
- 26 medali mistrzostw Europy, świata i igrzysk olimpijskich
- ponad 500 medali mistrzostw Polski we wszystkich kategoriach wiekowych
- ponad 100 rekordów Polski
- 1 rekord Europy seniorek
—

red. Mikołaj Polak/rzecznik prasowy AWFiS w Gdańsku


