27 Sie 2020

WSPOMINAMY PROFESORA TOMASZA TOMIAKA

Nieoczekiwana śmierć naszego Dziekana, ale także Przyjaciela, Profesora Tomasza Tomiaka wstrząsnęła nami wszystkimi do głębi.

W piątek odbędzie się Jego ostatnie pożegnanie. Dla wielu z nas będzie to trudny i bolesny dzień.

O wspomnienia dotyczące Profesora Tomiaka, a dla wielu z nas po prostu Tomka, poprosiliśmy kilka bliskich Jemu osób…

„Tomka poznałem w 2011 roku w Szczecinie. Pamiętam, że zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie. Olimpijczyk, medalista, a przy tym skromny, uśmiechnięty, stonowany, łagodny. Bliżej poznaliśmy się już w czasie mojej pracy w Gdańsku. Dla Tomka byłem »Pawelcem«. Bardzo ceniłem Jego zaangażowanie, optymizm, ale i spokój. Często potrafił podejść bez emocji do problemów, które dla mnie były nie do przeskoczenia. Konsekwentny, trzeźwo myślący, wspaniały partner do dyskusji zarówno tej dotyczącej pracy, jak i spraw osobistych. Tych naszych rozmów przy kawie będzie mi chyba najbardziej brakowało.

O jego chorobie dowidziałem się przypadkiem. To był dla mnie szok – jak to, on? Taki wybitny sportowiec? Byłem pewien, że wszystko skończy się dobrze. Z czasem przez chorobę Tomka zaczęliśmy modyfikować nasze wspólne plany (chciałem, by w toku mojej kadencji Tomek pełnił funkcję prorektora ds. studentów i sportu). Jeszcze na dzień przed jego odejściem żartowaliśmy ze znajomymi, że w październiku na pewno Tomek wywinie nam numer i zamelduje się w pracy… bez przydziału godzin. Stało się inaczej. Dla środowiska akademickiego, dla środowiska sportowego, dla mnie, dla wszystkich, którzy go znali to ogromna strata. Ja osobiście do teraz nie jestem w stanie się otrząsnąć, nie potrafię się z tym pogodzić. Tomku… żegnaj!”.

prof. dr hab. Paweł Cięszczyk, rektor AWFiS

„Nasza znajomość z Tomkiem ma podłoże nie tylko akademickie, ale przede wszystkim sportowe. Bądź co bądź, zarówno wioślarstwo, jak i żeglarstwo to sporty wodne. Zawsze znajdowaliśmy wspólny język. Tomasz znał sport od przysłowiowej podszewki, szczegółowo wypytywał mnie o każdy wniosek złożony przez żeglarzy, zawsze mając na względzie możliwość pomocy naszym studentom – sportowcom. Jego odejście to duża strata dla środowiska sportowego AWFiS Gdańsk, jak i całego Trójmiasta…”

 dr Tomasz Chamera, prorektor AWFiS ds. sportu

„Z głębokim żalem żegnamy prof. Tomasza Tomiaka – dziekana Akademii Wychowania Fizycznego i Sportu, naszego Przyjaciela. Odszedł od nas zbyt wcześnie, mając jeszcze tak wiele do zaoferowania rodzinie, przyjaciołom i uczelni w jej rozwoju naukowym, dydaktycznym, a także w sporcie.

W mojej pamięci pozostanie jako człowiek wyjątkowy, który dzięki predyspozycjom psychofizycznym, systematycznej pracy, umiejętności słuchania innych i zdobywania wiedzy stale się rozwijał. Dzięki temu został jednym z najlepszych wioślarzy na świecie. Czerpał radość z treningów i rywalizacji sportowej, szanując rywali, zdobywając doświadczenia, którymi potrafił dzielić się z innymi. Poznawał tajniki szkolenia na różnych etapach mistrzostwa sportowego. Dlatego też studia w Akademii Wychowania Fizycznego w Gdańsku i podjęte badania naukowe były związane z poszukiwaniem dróg optymalizacji procesu szkolenia w wioślarstwie, opartego na indywidualnych możliwościach wysiłkowych zawodników. Jako trener, nauczyciel akademicki i badacz, ściśle współpracujący z prof. W. Miszczenko, prof. W. Zaporożanowem, prof. A. Suchanowskim oraz innymi profesorami i trenerami z Polski, Ukrainy i świata, wyniki badań weryfikował na podłożu efektywności procesu szkolenia zawodników na najwyższym poziomie, wnosząc nowe wartości do teorii treningu sportowego. Jako nauczyciel akademicki, prodziekan, dziekan, zawsze cieszył się ogromnym autorytetem. Był otwarty na potrzeby studentów i pracowników. Tryskał energią i humorem. Na letnich obozach sportowych w Raduniu organizowane przez prof. T. Tomiaka regaty i zabawy, cieszyły się ogromnym powodzeniem i przyciągały uwagę nie tylko studentów, ale także dzieci i młodzież pracowników i przyjaciół. Emocje i wspomnienia tamtych chwil zawsze będą łączyć ich uczestników.

Drogi Przyjacielu, wszystkie przeżyte wspólnie chwile są wciąż żywe i na zawsze pozostaną w naszej pamięci”.

dr hab. Kazimierz Kochanowicz prof. AWFiS

„Z Tomkiem Tomiakiem znamy się od 1994 roku. Wówczas przeszedłem z Drakkara Gdańsk do obecnego Klubu Sportowego AZS AWFiS, w tym roku także rozpocząłem naukę w gdańskiej Akademii Wychowania Fizycznego. Tomek od samego początku był dla mnie, jako młodego zawodnika, ogromnym wsparciem, tym bardziej że w moim nowym klubie trenowali znakomici i bardzo doświadczeni zawodnicy. Tomek i reszta zawodników AZS-u, to byli bardzo utytułowani wioślarze, medaliści igrzysk olimpijskich, mistrzostw świata, z doskonałym trenerem Witoldem Srogą na czele. Dla młodego zawodnika wejście do takiego klubu nie jest łatwe, ale na każdym kroku miałem wsparcie Tomka. Nie miałem okazji trenować z Tomkiem na wodzie, bo ja pływałem na wiosłach krótkich, a Tomek na długich, ale często razem biegaliśmy, ćwiczyliśmy na siłowni czy na ergometrze. Mogliśmy dzięki temu dużo rozmawiać i lepiej się poznać. Tomek, jako medalista olimpijski, był dużo bardziej doświadczony ode mnie, dlatego zawsze warto było posłuchać jego rad.

Później nasze drogi skrzyżowały się ponownie, gdyż obaj byliśmy zawodnikami kadry narodowej. Jeździliśmy razem na zgrupowania, zawody, puchary i mistrzostwa świata. Byliśmy wtedy jedną zgraną gdańską drużyną. Potem spotkaliśmy się w uczelni, gdzie pod koniec studiów miałem zaszczyt uczęszczać do niego jako student na przedmiot wioślarstwo. Następnie za namową Tomka i dzięki przychylnej decyzji rektora Przybylskiego rozpocząłem swoją pracę na AWFiS jako wykładowca akademicki. I tutaj znów otrzymałem nieocenioną pomoc Tomka, z którym prowadziłem wioślarstwo i teorię sportu. Dużo się wtedy od Niego nauczyłem.

Od 2015 roku działaliśmy razem w Gdańskiej Radzie Sportu, której Tomek był członkiem od samego początku jej istnienia, czyli od 2007 roku. Pamiętam, że prezydent Paweł Adamowicz bardzo sobie cenił rozmowy z Tomkiem, a spotkania Gdańskiej Rady Sportu zawsze wypełnione były ciekawymi dyskusjami i spostrzeżeniami. Mieliśmy wspólne plany dotyczące rozwoju wioślarstwa akademickiego, nie tylko w AWFiS, ale i w innych gdańskich uczelniach. Niestety, skończyło się na planach, których razem już nie zrealizujemy, gdyż Tomek opuścił nas o wiele za wcześnie”.

Adam Korol

medalista olimpijski Igrzysk XXIX Olimpiady w Pekinie 2008

„Pod koniec czerwca dowiedziałem się, że Tomek przebywa w szpitalu. Wracając z Poznania, zadzwoniłem do Niego – długo rozmawialiśmy, dosłownie o wszystkim. Mimo informacji, które przekazał mi sam Tomek, o czekającym go prawdopodobnym przeszczepie serca, przez myśl mi nie przeszło, że stan jest tak poważny. Sam Tomek, jego głos pełen wiary, wielość pomysłów, które miał zamiar zrealizować – wszystko to nie budziło we mnie obaw o jego zdrowie, co dopiero życie. W piątek o 8:00 rozmawiałem z Adamem Korolem, który powiedział, że w leczeniu Tomka pojawiły się komplikacje. Opowiedziałem o mojej czerwcowej rozmowie, że odczekam jeszcze trochę, gdyż jest rano i zdzwonię do Tomka. Za niespełna godzinę zadzwonił Adam Korol z informacją, że Tomek zmarł kilka godzin wcześniej. Przez długą chwilę nie mogłem zebrać myśli, a przez cały dzień przed moimi oczami przesuwały się obrazy z Tomkiem w roli głównej, ze wspólnie odbytych zgrupowań sportowych, wyjazdów na zawody rangi pucharów świata, mistrzostw świata, igrzysk olimpijskich czy wspólnej pracy w KS AZS AWFiS Gdańsk.

Tomek miał bardzo trudno w życiu, wszystko, co osiągnął, to zasługa jego niebywałej pracowitości, charyzmy, nieugiętej woli walki do samego końca. W reprezentacji Polski pojawił się nagle, pamiętam, był rok 1989, Mistrzostwa Świata w Bled (Jugosławia), gdzie w dwójce ze sternikiem wraz z Wojtkiem Jankowskim zajęli doskonałe 5. miejsce. W tamtym czasie trenerem reprezentacji wioseł długich był Witold Sroga, który od razu dostrzegł wyjątkowe zdolności i umiejętności Tomka, widząc go w nowo tworzonej osadzie czwórki ze sternikiem wraz Maciejem Łasickim, Wojciechem Jankowskim, Jackiem Streichem. Przełomowym momentem dla Tomka i jego kolegów z osady, również dla całego polskiego wioślarstwa były Mistrzostwa Świata w Wiedniu w 1991 roku. Tam polscy wioślarze zdobyli trzy medale, natomiast osada, w której płynął Tomek, sensacyjnie zdobywając brązowy medal, stała się w natychmiast jedną z najlepszych w tej konkurencji osad na świecie.

Dzisiaj, kiedy sięgam pamięcią do tamtych czasów, wydaje się, że to właśnie Tomek w osadzie był tą osobą, która miała największy autorytet, mimo że Wojciech Jankowski był najbardziej doświadczonym zawodnikiem, a Maciej Łasicki jednym z najlepszych szlakowych na świecie. Wynikało to z faktu „naukowego” podejścia Tomka do wielu problemów, jakie zawsze mają miejsce, gdy przebywa się ze sobą przez większą część roku. Był bezkonfliktowy, brzydził się rozwiązaniami siłowymi, łagodził konflikty, za co budził u wszystkich szacunek. Zresztą Tomek, odkąd pamiętam, miał inklinacje naukowe, pragnął wiedzy, jak ryba wody. Kiedy po zakończonych Igrzyskach XXV Olimpiady w Barcelonie w 1992 roku koledzy nadal kontynuowali kariery sportowe, On poświęcił się dalszym studiom: doktorat, habilitacja, praca naukowa na uczelni, wówczas w sporcie to było wydarzenie – coś niespotykanego. Bardzo dobrze wspominam naszą wspólną pracę w AZS AWFiS Gdańsk w latach 2009-2010, gdzie Tomek pełnił funkcję prezesa Klubu. Klub był w bardzo trudnej sytuacji finansowej. W tym miejscu muszę podnieść po raz kolejny, że szacunek, zaufanie, jakim darzyliśmy się w trakcie uprawiania sportu, pomógł we wspólnej pracy na zupełnie innym polu, równie trudnym jak sport.

Tomek ponad wszystko kochał swoją rodzinę, która była dla Niego wszystkim. W trakcie naszej ostatniej rozmowy plotkowaliśmy o żonie Alicji i dzieciach Patrycji i Szymonie. Tomek był, podobnie jak ja, psiarzem, kilka lat temu kupił od razu dwa wyżły weimarskie, z którymi planował długie spacery. Miał wiele planów, bo jak można ich nie mieć, mając zaledwie 53 lata…

Dzisiaj Tomka z nami nie ma. Trudno zebrać myśli. Odszedł wybitny sportowiec, kochający mąż, ojciec, profesor uczelniany, przykład dla wielu młodych ludzi – również dla mnie”.

 Kajetan Broniewski

medalista olimpijski Igrzysk XXV Olimpiady w Barcelonie 1992

„Tomka będę pamiętał zarówno jako wybitnego sportowca, ale również jako starszego kolegę, olimpijczyka i medalistę najważniejszych dla każdego sportowca dyscyplin olimpijskich zawodów. Pamiętam doskonale moje zajęcia i egzamin, kiedy byłem jeszcze studentem oraz życzliwość, jaką obdarzał studentów – sportowców. W szczególności jednak będę miał w pamięci udział Tomka w pracach Gdańskiej Rady Sportu i jego merytoryczne podejście do wielu zagadnień, a także wiedzę oraz czucie sportu i sportowców. 

Odszedł wielki sportowiec i człowiek, który kochał sport. Cześć jego pamięci!”.

 Leszek Blanik

medalista olimpijski Igrzysk XXVII Olimpiady w Sydney 2000 i Igrzysk XXIX Olimpiady w Pekinie 2008